czwartek

Po jedenaste - nie kłam

Człowiek sam sobie, na własne życzenie tak naprawdę, funduje dwa światy. Świat w którym żyje, i świat w którym żyć chciałby. Kreuje sobie ten drugi świat jak najbardziej świadomie, uzależnia go od swojego własnego, subiektywnego punktu na życie widzenia. Można to określić ułudą, można to także nazwać po prostu kłamstwem, fałszowaniem rzeczywistości, zasiewaniem na swoja modłę swojego prywatnego poletka zwanego życiem. Kiedyś słyszałem, że człowiek kłamie przynajmniej 100 razy dziennie, aż tak dokładnie tego nie liczyłem, ale.. znalazłem coś w internecie, coś co opisuje tak zwana teorie kłamstwa. Po krótce się tym zajmę, zanim przejdę do sedna. Autorem wspomnianej teorii jest Pan Wojciech Chudy, kierownik Katedry Filozofii Wychowania na Wydziale Nauk Społecznych KUL. Kłamstwo jest wewnętrzną niezgodnością poszczególnych aspektów myśli, czynów, słów i przekonań. Najgłębszą niespójnością jaka może zajść w człowieku jest kłamstwo metafizyczne, czyli takie, w którego konsekwencji dochodzi do niezgodności między przekonaniami a słowami.Kłamstwo takie jest spowodowane wewnętrzną dezintegracją człowieka. Czyli tak naprawdę to jest tak, że kłamiemy tyko dlatego, aby stworzyć dookoła siebie zupełnie inną wizję nas, niż tę prawdziwą. Jaki jest tego cel ? Nie potrafimy zaakceptować samych siebie takimi jakimi jesteśmy ? Jesteśmy notorycznymi kłamcami, i sami już nie wiemy, co jest prawdą a co blagą ? Szukamy tak zwanego szlachetnego kłamstwa, tylko po to, aby nie ranić innych wiadomościami od nas lub o nas ? Ok, skupmy się na tym trzecim znaku zapytania. Każde kłamstwo ma krótkie nogi, wiele tutaj zależy od tego, jak skrzętnie kłamstwo tworzymy, lub też od tego, jak dokładni w obserwacji są odbiorcy tegoż kłamstwa. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to zostanie odebrane ? Czy nie łatwej jest komuś powiedzieć najbardziej bolesną prawdę, niż tak naprawdę "ściemniać" ? Zwłaszcza wtedy, kiedy okłamujemy członka własnej rodziny, i to nie byle kogo.. ale własnego ojca. Do rzeczy, tekst o dorastaniu był o filmie.. ten także. Chyba zaczynam się lubować w dziwacznych recenzjach - moje prawo. Film "Everybody's fine" na początku zalatuje niezłą nudą, oto ojciec czworga dzieci - w tej roli Robert De Niro - rozsianych po całym USA, szykuje się do zlotu rodzinnego w jego domu - gdzieś w jakiejś małej dziurze na prowincji. Wdowiec, dzieci są dla niego jedyną pociechą. Szykuje spotkanie z wielką pompą. Niestety praktycznie tuż przed spotkaniem odbiera  nagrania na poczcie głosowej oraz telefony, informujące o tym, że żadne z jego dzieci nie przyjedzie bo nie pozwalają na to sprawy zawodowe. Nasz bohater nie odpuszcza. Postanawia sam poodwiedzać swoje dzieci, mając w głowach wyryty ich obraz, który czasem nijak ma się do tego, w jaki sposób tak naprawdę żyją. Obraz budowaniu na oszustwach, którymi był karmiony. Film lekko naiwny - szczerze mówiąc spodziewałem się w stylu "Prostej historii" Lyncha - w sumie także film drogi, o odwiedzaniu. Film lekko traktujący o wyzwaniach - bohater jest ciężko chory i sama ta podróż to już wielkie wyzwanie. Film o kłamstwie... i spostrzegawczości. Nie wiem czy polecić... kończy się jakoś tak... idyllicznie - za mocno o wybaczaniu. Jednak, mimo wszystko.. po jedenaste, nie kłam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Archiwum bloga

O mnie

Tak naprawdę zawsze byłem daleki od pisania bloga, miałem kiedyś jakąś tam stronkę www, ale razem ze śmiercią edytowalności bazy danych.. padła strona. Zobaczymy co będzie z blogiem :P