Kiedy przeczytałem notkę o kolejnym wymierającym języku, pomyślałem sobie... o nie, znowu ? Przecież już kiedyś pisałem o wymierających kulturach, po co więc odgrzewać stare kotlety. Obierając inny punkt widzenia docieram do wniosku, że bardzo mocno się pomyliłem. Tekst zatem nie będzie traktować o wymieraniu kolejnego języka, ale o tym, jak językowa globalizacja i bezduszność urzędników może wpływać na spuściznę kulturową. Dobra, lecim, bo zaczynam marudzić.
W Meksyku, w wiosce Apaya, znajdującej się w stanie Tabasco, żyją dwie osoby - Manuel Segovia ma 75 lat, a Isidro Velazquez 69. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jako ostatni na świecie posługują się biegle językiem Apayaneco. Język Apayaneco, zwany inaczej nuumte oote ( co oznacza dosłownie "prawdziwy głos" ) ma duże szanse umrzeć, bo obydwaj Panowie się do Siebie nie odzywają, i nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego. Można by powiedzieć językowi, krzyżyk na drogę luzacki draniu i idź smażyć się w piekle - a obydwu gentelmanów należy potraktować jako tych, którzy pozwalając umierać kolejnej wyspie językowej. Najprostszy i najbardziej oczywisty tok myślenia - w tym przypadku nie zadziała.
W wywiadzie udzielonym Gurdianowi Segovia przyznał, że gdy był dzieckiem, wszyscy mówili w ayapaneco. Teraz staruszek obawia się, że język umrze wraz z nim. Kiedyś mógł rozmawiać z bratem, ten jednak odszedł ok. 10 lat temu. Teraz pozostaje mu mówienie do syna i żony, którzy go co prawda rozumieją, ale w odpowiedzi są w stanie wydobyć z siebie zaledwie kilka słów pochodzących z nuumte oote. Segovia wypiera się jakiegokolwiek czynnego konfliktu z Velazquezem. Ten podobno z nikim nie rozmawia regularnie w swym ojczystym języku.
Przyczyną bliskiej śmierci języka Apayaneco jest polityka edukacyjna Meksyku, wprowadzona w XX wieku. Nałożono wtedy ogólny obowiązek posługiwania się językiem hiszpańskim, jako jedynym słusznym, a ktokolwiek mówi co innego, jest be. Zabroniono także posługiwania się językami rdzennymi. To tak, jakby zabronić Kaszubom, Ślązakom, Góralom oraz innym grupom w Polsce, posługiwania się ich gwarami. Państwo, które powinno realizować politykę edukacyjną, powinno także zadbać o trwałość kultur regionalnych. Czarny to będzie dzień, kiedy w Polsce jedynym słusznym będzie język polski nauczany w szkołach, a gwary pójdą do lamusa - bo nie są urzędowe.. a kodeks karny będzie także obejmował sankcje za łamanie polityki jednosłusznojęzykowej.
Dzięki ludzkiemu rozsądkowi, prowadzone są prace, mające na celu utrzymanie przy życiu prawdziwego głosu. Tworzony jest słownik apayanaco, a National Indigenous Language Institute - instytucja dbająca o żywotność rdzennych języków - planuje ostatnią próbę zorganizowania kursów Apayanaco. Poprzednie próby przyniosły fiasko z uwagi na brak funduszy i ograniczone zainteresowanie samymi kursami.
Pójdź dziecię ja Cię uczyć każę ? Szczytne to i chwalebne, oby tylko próby utrzymania przy życiu prawdziwego głosu nie spotkały się z równie prawdziwą próbą kompletnego uśmiercenia Go przez bezduszne władze, sami mieszkańcy zdecydują się lokalnie zainteresować tym, co globalnie samo z siebie stało się problemem godnym rozwiązania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
O mnie
- Rafał
- Tak naprawdę zawsze byłem daleki od pisania bloga, miałem kiedyś jakąś tam stronkę www, ale razem ze śmiercią edytowalności bazy danych.. padła strona. Zobaczymy co będzie z blogiem :P
0 komentarze:
Prześlij komentarz